strawność a biodostępność
To totalnie coś innego, mimo iż brzmi podobnie przekonująco, a jest wyborem pomiędzy ilością, a jakością.
strawność
jest terminem szafowanym przez koncerny petfoodowe, które chwalą się że →karma ekstrudowana, czyli ich przetworzone fast-foodowe →chrupki są świetnym pokarmem dla naszych Pupili. I jak zwykle to maketingowa pół prawda. Otóż rzeczywiście kibble są najlepiej strawnym jedzeniem na świecie, co oznacza przyswajanie kalorii oparte na WBT (Weglowdany/Białka/Tłuszcze), ❗️Ale takie krótkowzroczne spojrzenie na pokarm nie ma konotacji odżywczej, czyli w dalszej konsekwencji nie równa się zdrowiu naszego psiaka czy kociaka. Uzupełnienie tej informacji kryje się pod pojęciem →nutrigenomiki , i o niej j niegdyś pisaliśmy w kontekście leczenia jedzeniem. Owa funkcja kształtująca wartość dla pracującej, czy tworzącej się każdej komórki – strawność w przypadku fast foodu jest obca, a wręcz jest zaprzeczeniem wspomnianej nutrigenomiki. →Tłuszcze w kocio-psim fastfoodzie są przetworzone i rafinowane aby się nie psuły, węglowodany – to te sojowe albo – proste, o wysokim →piku glikemicznym, podobnie jak →białka bywają hydrolizowane, a częstokroć użyte w produkcji „mięso” gubi realnie swoje źródło i jakość.
Hmmm…, czy mając tę wiedzę naprawdę słowo strawność powinna się kojarzyć pozytywnie? Dlatego wybieramy to, co charakteryzuje się
biodostępnością
o jakiej ani puszki ani chrupy nie słyszały. Oczywiście do biodostępności aspirują, będąc naszpikowane →multiwitaminami i mikroelementami. Tylko tu świadomy Opiekun będzie już wiedział, że plastryfikowanie, czyli sztuczne dodawanie substancji nie jest tym samym co występowanie ich naturalnie. To ten rodzaj świadomości, że zjedzenie garstki🫐 malin nie jest tym samym, co zjedzenie witaminy C 💊w tabletce.
Właśnie tym jest biodostępność, czyli: naturalne przyswajanie wartości odżywczych ( a nie tylko WBT) i efektywne spełnianie ról mikro- i makroelementarne w organizmie, które są zawarte w nisko przetworzonym jedzeniu.
Krótko – →gotujemy lub podajemy surowe opierając się na jedzeniu przeznaczonym dla ludzi- kropka.
Biodostępność nie jest oczywista; nie dość, że liczy się naturalność, świeżość to jeszcze istnieją mechanizmy ją wykluczające jak występujące w każdej żywności składniki antyodżywcze oraz konflikty dotyczące głownie →pierwiastków. Dlatego w dietetyce mówi się o właściwie zbilansowanej diecie, która jest jak biały kruk, którego nikt nie widział. Zbilansowanie to dążenie do doskonałości podparte wyliczeniami i tabelami, założeniami oraz aktualnie dostępną wiedzą, gdzie czasem wkrada się także moda. Stwarzany wzorzec owszem istnieje w literaturze, jednak jest zmienny i kruchy w posadach, ponieważ żaden pies ani kot nie jest ideałem. Do tego, poza awykonalnościa związaną z powtarzalnością pokarmu (np: kurczak wiejski i ten marketowy), mamy przecież do czynienia z indywidualną jednostką, i jej niepowtarzalnymi potrzebami. Szansa na spełnienie oczekiwań organizmu jest bardzo prosta – dywersyfiakcja diety, będąca zaprzeczeniem pozornie bezpiecznej →monodiety, ponieważ im więcej różnorodności, tym więcej możliwości korzystnych 👯koligacji odżywczych. A więc bawmy się w masterszefa, sprawiajmy przyjemność swojemu Pupilowi i sobie, hulajmy w kuchni – jednak mając na uwadze, że czasami piekło jest, bo nasz kociak/psiak jest chory a niedyspozycje ze strony układu pokarmowego ( →jelito?, →żołądek? →refluks? →wymioty?) utrudniają osiągnięcie nieba.




